Po co nam to wszystko
Napisane przez admin Październik 13th, 2010
Tytuł jak zwykle nic nie mówi i raczej ciężko będzie dopasować go do treści tego wątku. Niestety na razie nie potrafię, ani nie chcę tytułować czegoś wprost, bo nie do końca wiem jak dokładnie nazwać to o czym chcę napisać. Nie znaczy to oczywiście, że nie wiem jaki mam zamiar, a zresztą tyle tytułem wstępu, kiedyś pewnie będą lepsze, ale to długa droga.
Od dłuższego czasu zajmują mnie myśli na temat tego, że różnie pojmujemy chwilę, różnie na nią patrzymy, czujemy, cieszymy się z niej, etc. Być może jest tak, że każdy ma to w sobie inaczej rozwiązane, że będą tacy, którzy nie będą zgodni ze mną w tym co piszę. Wiem, znaczy się zdaje sobie sprawę, te kwestie są bardzo subiektywne, a każdy jest przecież inny. Wiem jednak, że bliska mi osoba, bez naciskania, myśli podobnie. Zacznę może od przykładu, aby łatwiej było zrozumieć. Kiedy jedziemy na wakacje, cieszymy się z nich, długo przygotowujemy, aż przychodzi ten dzień, wsiadamy w auto, autokar, samolot czy inny środek lokomocji. Dojeżdżamy na miejsce, bawimy tam tydzień, dwa lub dłużej, a w trakcie pobytu miewamy różnego rodzaju przeżycia. Emocje, uczucia, zdarzyć się może wszystko. W chwili dziania się tego wszystkiego jakoś to odbieramy, jakoś to przeżywamy, ciężko mi o tym nawet pisać, bo zawsze już potem patrzymy na to z perspektywy widza. Nigdy już jako my tu i teraz. Nawet w tej chwili pisząc te słowa, próbuję sobie przypomnieć ostatnie wakacje i zawsze czynię to przez wspomnienia ze zdjęć, jakieś fragmenty dnia, ale zawsze już jako widz.
Kilka dni temu idąc ulicą, szarzało już na dworze, jesień nadeszła dość szybko tego roku, w każdym bądź razie kiedy lekki półmrok był na dworze ulicą obok jechał autobus, raczej wycieczkowy, chyba z przodu siedział przewodnik, ktoś nad nim stał, obok kierowca, nad nimi wszystkimi świeciło się małe światełko, wnętrze dookoła nich stało się jakoś bardziej namacalne w mojej głowie. Stworzyła się tam jakaś fajna atmosfera, wycieczki, gdzieś zapewne jechali, pomyślałem sobie, że fajnie by było się tam z nimi wtedy znaleźć i odczuwać tą radość z podróży. Takich chwil jest więcej, czasami kiedy idziemy ulicą, spokojną, mało uczęszczaną, która ma w swoim menu drzewa po obu stronach, jest pusta kiedy akurat idziemy, nie opuszcza nas myśl, że czujemy się prawie jak na wakacjach nad morzem, podobna uliczka jakby, wtedy właśnie najczęściej przypominamy sobie nasz ostatni, albo inny pobyt nad Bałtykiem czy innym akwenem morskim.
Piszę o tym dlatego, gdyż wydaje mi się, że właśnie ważniejsze są wspomnienia niż sam akt wypoczynkowo-rekreacyjny. To znaczy, że kiedy jesteśmy na wakacjach, jakby mniej zdajemy sobie z tego sprawę, po prostu na nich jesteśmy, ale kiedy dopiero z perspektywy czasu na nie patrzymy to zaczynamy je widzieć takimi jakimi były na prawdę. Inaczej, kiedy dany moment się dzieje, to nie myślimy o nim jakby z perspektywy czasu, dopiero kiedy mija wpadamy przymusowo w ten punkt widzenia i tak już zostaje.
Wniosek, nie wiem jaki jest, ale wiem, że to coś znaczy, albo inaczej, że jest to klucz to jakiegoś innego spojrzenia na siebie samego. Tak sobie myślałem, że chyba lepiej jest rozstrzygać decyzję o tym czy zrobić tak czy owa z takiego punktu widzenia, jakby się patrzyło na to co ma się zrobić z perspektywy czasu. Pewne rzeczy można oceniać czy są dobre czy złe w nieskończoność, umarł ten, ale to dobrze, bo ocalił tego, ale źle, bo za pięć lat, ktoś tam jednak się zdenerwował, że on zmarł i też zmarł, itd. Decyzję naszego życia kończy nasza śmierć, więc można zawsze oceniać z perspektywy starca – czy to, że dziś zrobię skok na bank będzie dobre dla mnie gdy będę stary ? Ech… gdyby to wiedzieć ![]()
Za chwil parę dalszy ciąg rozmyślań.
